Obserwatorzy

sobota, 4 maja 2013

PRALKA AUTOMATYCZNA - POSZUKIWANA

EDYCJA: TEMAT JUŻ NIEAKTUALNY, ALE MYŚLĘ, ŻE JEŚLI POJAWI  SIĘ TU KIEDYŚ KTOŚ, KOMU "ZAWADZA" NIEPOTRZEBNY, ALE WCIĄŻ SPRAWNY SPRZĘT, TO MYŚLĘ ŻE WARTO SIĘ ZASTANOWIĆ KOMU BY SIĘ PRZYDAŁ. PODOBNIE JEST Z CIUCHAMI, KTÓRE CZĘSTO SIĘ NIE MOGĄ DOMKNĄĆ W SZAFACH, A W KTÓRYCH JUŻ NIE CHODZIMY I MOŻNA JE ODDAĆ POTRZEBUJĄCYM (OCZYWIŚCIE TAKIE, KTÓRE SĄ W DOBRYM STANIE).

Poszukuję używanej SPRAWNEJ PRALKI AUTOMATYCZNEJ dla potrzebującej osoby w trudnej sytuacji życiowej. Najlepiej z Katowic i okolic. Może komuś stoi w garażu jakaś niepotrzebna, stara, ale wciąż działająca pralka, którą szkoda wyrzucić i mógłby pomóc? 
(Moi rodzice taką mieli i w końcu oddali kuzynowi na złom, bo zbierał na jakiś cel, a teraz by si
ę przydała. Może ktoś jeszcze nie zdążył posprzątać ;).)
Najchętniej oczywiście za darmo, albo za jakąś rozsądną kwotę. Jeśli nie uda się "pocztą pantoflową" będziemy szukać na jakichś aukcjach internetowych.

Bardzo proszę o odzew, jeśli ktoś coś wie i chciałby napisać - z boku jest mój adres elektroniczny.

Patronką akcji jest kicia Łatka, która ładnie macha do Was łapką. Kto przybije piątkę? :)


wtorek, 30 kwietnia 2013

CHLEB ŻYTNI NA ZAKWASIE

Od jakiegoś czasu ze względów zdrowotnych jem tylko pieczywo żytnie. Początkowo próbowałam zaopatrywać się w sklepie, ale znaleźć chleb bez choćby odrobiny pszenicy i drożdży, to niezły wyczyn. Nawet chleby zachwalane jako na zakwasie zawierały dodatkowo drożdże, a hitem był chleb o nazwie "Absolutnie żytni", który nie mógł się obejść bez mąki pszennej, bo przecież był tylko "absolutnie" żytni :P, oczywiście drożdże też zawierał. Znalazłam dosłownie tylko jeden rodzaj, który spełniał wszystkie wymagane kryteria, ale nie zawsze był dostępny i miał specyficzny smak zbliżony do pumpernikla, a taki chleb nie do wszystkiego pasuje i szybko się przejada. Znalazłam ciekawą stronę o różnych rodzajach pieczywa prowadzoną przez pasjonatkę pieczenia chleba i teraz sama sobie piekę chleb, taki jaki mi odpowiada i na własnym zakwasie.
Autorka opisuje szczegółowo jak wyhodować sobie zakwas i jak upiec najprostszy żytni chleb. http://www.chleb.info.pl/zakwas-porady-praktyczne/mamy-zakwas-i-co-dalej/jaki-chleb-na-poczatek
Poniżej podaję przepis, którego opis wykonania oparłam na powyższym, ale skondensowałam go do najistotniejszych moim zdaniem rzeczy. Wydaje mi się, że brzmi zrozumiale.
Ja oprócz mąki dodaję jeszcze różne ziarna, np. słonecznik, pestki dyni, siemię lniane. A sama mąka może być w różnych proporcjach, lub tylko jeden rodzaj.

PODSTAWOWA WERSJA CHLEBA ŻYTNIEGO NA ZAKWASIE ŻYTNIM
500g zakwasu (odkładamy resztę lub 2-3 łyżki do lodówki – słoiczek z niedokręconą zakrętką)
500g mąki (np. połowa białej i połowa razowej żytniej)
ok. 200g do 250g wody (1szkl.) lub więcej – żytni razowy może potrzebować trochę więcej
1 łyżka soli 
Do zakwasu dodać mąkę. Wodę dodawać stopniowo mieszając do połączenia składników. Na końcu sól – rozpuszczona w troszce wody. Chleba żytniego się nie wyrabia. Po wymieszaniu odstawić przykryte na 40 min. – nie dłużej.
Formy wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować olejem + gruba mąka lub otręby.
Przełożyć ciasto łyżką do połowy wysokości formy. Ugnieść i wyrównać powierzchnię mokrą łyżką.
Przykryć ścierką i folią. Odstawić w ciepłe miejsce na ok. 4-5 godzin. Ma wyrosnąć prawie do brzegów formy.
Piec rozgrzać do 230°C. Psiknąć kilka razy do piekarnika wodą ze spryskiwacza (uważać na grzałki). Szybko włożyć chleb. Po 15 minutach zmniejszyć temperaturę do 200°C i piec ok. 20-30 min. (zależy od pieca). Skórka ma być brązowa. Chleb po wyjęciu z formy i postukaniu w spód powinien brzmieć głucho, jeśli nie, trzeba go przez chwilę dopiec, ale już bez formy.


środa, 20 marca 2013

WYRÓŻNIENIE NR 2 I PIERZASTE ŻARŁOKI

W blogowym świecie jestem od niedawna i tym bardziej miło mi, że ktoś zwraca w ogóle uwagę na to co tutaj sklecę i wkleję. 
Serdecznie dziękuję za wyróżnienie od Ani (chyba nic nie sknociłam?) z bloga Ukryte wątki.

A oto moje odpowiedzi na zadane w zabawie pytania. ( Bo nie ma, że wystarczy się pochwalić, trzeba jeszcze coś z siebie dać ;). Wymigam się tylko od nominowania kolejnych osób. Ale wystarczy zerknąć na blogi, które obserwuję, ja wyróżniam ich właścicieli. :) )

1. Co najbardziej lubisz wykonywać/ tworzyć?
Lubię robić rzeczy, które są ładne i jednocześnie do czegoś są przydatne - nie służą tylko do zbierania kurzu. Ale małe wyjątki od reguły też są czasami pożądane. ;)

2. Skąd czerpiesz inspirację?
Ze  świata wokół, z książek, z Internetu. Czasami np. tkanina podsuwa mi co możnaby z niej zrobić, albo odwrotnie, szukam i dopasowuję zebrane materiały do tego co mi przyszło do głowy.

3.  Co najbardziej irytuje cię w szyciu?
Mój perfekcjonizm nie lubi krzywych ściegów, ale mam nadzieję, że praktyka czyni mistrza.

4.  Jaka jest twoja pierwsza myśl po przebudzeniu?
Hmmm... Chyba po prostu cieszę się, że nie budzę się sama.


5.  Psy, czy koty?
Psy są fajne, ale koty uwielbiam. Nawet jak mi zrzucą z parapetu kilka kwiatków i rozbiją doniczki w drobny mak. To znaczy muszą się jakoś zrehabilitować, np. mruczeniem, bo na początku jestem oczywiście obrażona.


6.  Czy lubisz czytać książki?
O tak, lubię. :) W dzieciństwie to było ulubione zajęcie. W rodzinie mam nawet opinię mola książkowego, chociaż jest to trochę przesadzone.


7.  Twoje hobby (oprócz szycia)?
Książki, rękodzieło (różnego rodzaju poza szyciem), jazda na rowerze, wystrój wnętrz - a w praktyce - urządzanie domu, czyli jak zrobić coś fajnego z tego co się ma do dyspozycji.


8. Opisz siebie w kilku zdaniach.
Perfekcyjna melancholiczka. Spokojna, raczej domatorka. Lubię piękno, które jest praktyczne. Oczywiście kwiaty wystarczy, że są piękne. ;)


9.  Czego nie lubisz robić?
Jak przeczytałam pytanie nr 11, to zaraz mi się nasunęło, że: nie lubię się pakować na wyjazdy. Zawsze się boję, że czegoś zapomnę, a moja natura każe mi być przygotowaną na każdą ewentualność. Mam to po rodzicach, samochód jadący na wakacje zawsze był wyładowany po brzegi, za to mało co było ich w stanie zaskoczyć i "współwypoczywający" wiedzieli do kogo się udać. Zawsze żartowaliśmy, że najlepszy patent, to byłby dom na kółkach, żeby mieć wszystko pod ręką. A tak, to zawsze istniało ryzyko, że będzie potrzebne akurat to, czego się nie zabrało. ;)))


10. Grasz w jakieś gry komputerowe?
Nie, w ogóle mnie to nie pociąga. Za to mój mąż wraz z kilkoma innymi "statecznymi" panami kolegami co jakiś czas robią sobie u któregoś z nich turniej drużynowy i grają w sieci w grę "Far Cry" ( to dla tych co się w grach orientują ;) ).


11. Gdzie lubisz jeździć na wakacje?
Hmm... Nie ważne gdzie, ważne z kim. Nie trzeba jechać daleko, żeby było fajnie, i żeby wypocząć. Często z dalszych podróży człowiek wraca bardziej zmęczony niż wyjechał. Nie mam jakichś szczególnych marzeń co do miejsca. Raczej nie lubię zwiedzać budynków. Wolę przyrodę. Chociaż... jakaś baaardzo egzotyczna wyspa... może kiedyś się uda. :)


@--}----       <---To ma być różyczka oddzielająca tekst. ;))


Tytułowe żarłoki, to oczywiście ptaszki, które po początkowej nieśmiałości tak się rozochociły, że nie nadążam z dokładaniem jedzonka. Przylatują wszelkie możliwe: sikorki (różne rodzaje), wróble, gołębie, szpaki, sroki i kilka takich co nie umiem rozpoznać. Oswoiły się i można je obserwować z bliska. Pierwsze trzy zdjęcia były robione w słoneczną i zimną niedzielę, kolejne następnego dnia - w śnieżny i ciut cieplejszy poniedziałek. Wstyd mi trochę za jakość zdjęć, ale niestety stare okna, do tego po zimie i ochlapane tłuszczem strząsanym z ptasich dziobów. Liczę na zrozumienie. :)








Dzisiaj na szczęście śnieg topniał w ciepłym słoneczku, więc jest nadzieja na wiosnę. :)

poniedziałek, 4 marca 2013

WORECZKI, CZYLI SZEWC BEZ BUTÓW CHODZI

Pokazuję kolejne woreczki na bieliznę, lub na co kto chce. A przysłowiowym szewcem jestem ja, bo obdarowałam już kilka osób, a żeby sobie zrobić, to jakoś nie bardzo miałam po drodze. Ale szyć dla kogoś jest jednak chyba przyjemniej.

Jeden woreczek był prezentem urodzinowym dla pewnej Agnieszki - córki znajomych. Lawendowy to prezent dla babci, od której kiedyś dotarł do mnie kawałek fioletowej flanelki. Tkanina pełniła pewną funkcję "roboczą" i dostałam polecenie przeznaczenia jej po skończonej pracy na "szmaty", ale mi było jej szkoda do tak przyziemnych zastosowań i postanowiłam dać jej nowe życie. Wzór lawendy wydał mi się idealny.





 Jako dodatek musiała być kartka z... kotami. ;)








Czy ktoś wie dlaczego ostatnie zdjęcie wstawiło się bokiem (zapisane było normalnie)? Widać to po "znaku wodnym". Widziałam kiedyś na jakimś blogu, że był podobny problem ze zdjęciami, a teraz mnie to spotkało.






poniedziałek, 25 lutego 2013

WYRÓŻNIENIE

Niedawno dostałam wyróżnienie od Karoliny, za co bardzo dziękuję i nadszedł czas, żeby wywiązać się z obowiązków jakie ten przywilej nakłada.



Oto zasady:
Nominację otrzymuje się od innej osoby blogującej za "dobrze wykonaną robotę". Otrzymują ją osoby, które na swoim blogu nie mają zbyt dużej liczby obserwatorów. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez nominującego. Następnie ty nominujesz 11 osób i zadajesz 11 pytań. Koniecznie poinformuj nowe osoby nominowane. Warunek: nie wolno nominować osoby, od której otrzymało się wyróżnienie.

Poniżej pytania zadane przez Karolinę i moje odpowiedzi.


1) Nie wyobrażam sobie dnia bez ...
To najtrudniejsze pytanie. Chyba nie ma takiej rzeczy, bez której nie mogłabym się obejść choćby na jeden dzień. (Na szczęście nie męczą mnie nałogi typu kawa czy papierosy, bo wtedy już pewnie byłoby gorzej ;)).

2) Nie lubię kiedy ...
Pada deszcz i jednocześnie wieje silny wiatr, a ja muszę wyjść na taką pogodę. Obie te opcje są dużo bardziej znośne osobno, nawet jeśli są bardziej intensywne.

3) Spódnica czy spodnie?
To zależy od okazji i względów praktycznych. Ale zdecydowanie lubię czuć się kobieco i od dziecka wolę spódnice i sukienki. Jak byłam mała, to najlepsze były spódniczki z koła i mówiło się na nie "wywijanki", bo bardzo ładnie się układały i furgotały jak się ich właścicielki kręciły.

4) Gdy jestem wesoła ...
To zmieniam się w straszną gadułę. Wtedy wszystkie tematy wydają się pasjonujące.

5) Mój sposób na zły nastrój to ...
Hmmm... Spacer, sen, książka, porządkowanie, uzmysłowienie sobie rzeczy, za które mogę być wdzięczna.

6) Ulubiony zapach?
Naturalny - jaśmin. Jeśli chodzi o perfumy - "Nina" Niny Ricci - do tego ten śliczny jabłuszkowy flakonik.

7) Wszystko dopięte na ostatni guzik czy pozostawione na ostatnią chwilę?
Staram się wcześniej dopinać na ostatni guzik, ale dlaczego często dopiero w ostatniej chwili jest najlepsza motywacja i mobilizacja?

8) Zjadłabym ...
W tej chwili nie mam jakichś specjalnych marzeń kulinarnych, ale jak ostatnio przez kilka tygodni nie jadłam chleba, to pod koniec zaczął mi się już śnić. I o dziwo, jak w końcu zjadłam pierwszą kromkę, to wcale mi nie smakował aż tak, jak to sobie wyobrażałam.

9) Książka czy e-book?
Lubię papierowe książki i ten zapach nowości, ale myślę, że do elektronicznej wersji, zwłaszcza na przykład w podróży, też bym się przekonała. Za to na pewno jestem za audio-book'ami podczas prasowania. Nie potrafiłabym siedzieć i słuchać (wolę sama sobie czytać), ale długie prasowanie mnie nudzi i wtedy idealna jest książka do posłuchania. W ten sposób można upiec dwie pieczenie... :).

10) W przyszłości chciałabym nauczyć się ...
... dobrze szyć, robić na drutach i grać na pianinie. Na szczęście nie są to rzeczy niewykonalne, więc jakaś tam szansa istnieje ;).

11) Ostatnio przeczytana książka?
Ostatnia przeczytana w całości to "Kleo i ja" Helen Brown, ale zwykle czytam kilka na raz, w zależności od tego na co mam w tej chwili ochotę i teraz są to: "Projekt szczęście" Gretchen Rubin, "Zatrzymać miłość" Jim Hohnberger, "Moc modlitwy żony" Stormie Omartian, "Sztuka minimalizmu w codziennym życiu" Dominique Loreau.




Niestety wyłamię się i wszystkich zasad nie spełnię - nie będę nominować kolejnych osób. Chyba nawet nie znam odpowiedniej (do tej zabawy) ilości osób początkujących w blogowaniu.

Wyróżnione przeze mnie niech poczują się wszystkie osoby, których blogi obserwuję, i które są na mojej liście "ZAGLĄDAM". 

Jeszcze raz dziękuję Karolinie i serdecznie ją pozdrawiam.


czwartek, 31 stycznia 2013

RÓŻANY KARMNIK DLA PTASZKÓW

Chwilkę mnie nie było, bo wyjechałam, ale teraz już jestem i chwalę się karmniczkiem. :)
Na aukcji kupiłam karmnik w surowym stanie. Początkowo wydawało mi się, że będzie już gotowy, ale jak zorientowałam się, że chyba jednak nie, to wcale się nie obraziłam ;). Stwierdziłam, że w takim razie trochę się pobawię i sama go pomaluję i ozdobię. Myślę, że całkiem nietypowo jak na karmnik, ale miałam ochotę na jakieś eksperymenty z dekupażem i to była dobra baza do takich ćwiczeń. W razie czego ptaszki przecież nie będą miały pretensji.
Na pierwszym zdjęciu jest karmnik w stanie surowym. Ogólnie raczej nie jest "wymuskany" i wykonany zbyt perfekcyjnie, ma też wgłębienia po sękach i do tego w daszku nieładnie odstają śrubki, no ale niestety nie nadzorowałam produkcji i akurat na to wpływu nie miałam ;). Ale może przez to ma jakiś swój urok w tej niedoskonałości. ;))
Najpierw jadłodajnię dla ptaszków z grubsza zeszlifowałam i wygładziłam nierówności. Potem pomalowałam kilka razy impregnatem w kolorze biel antyczna. Na to planowałam dać białą farbę, ale sam impregnat wystarczył, zresztą szkoda mi było pokrywać ten kolor. Oczywiście jak widać na kolejnych zdjęciach pobawiłam się trochę wycinankami i nakleiłam motywy róż z serwetki. Na to wszystko kilka warstw lakieru i gotowe. Lakier niestety musiał być z rodzaju tych śmierdzących, żeby karmnik przetrwał ciężkie warunki za oknem. Z racji tego ograniczyłam do minimum ilość tych warstw i mój perfekcjonizm musiał się pogodzić z tym, że powierzchnia nie będzie gładka jak lustro. Ale miałam nadzieję, że ptaszkom i tak się spodoba.







Gotowy karmnik stanął na parapecie za kuchennym oknem, został napełniony słonecznikiem i czekał na pierzastych przybyszów. Spodziewałam się, że będzie ich całkiem sporo, a wnioskowałam po tym, że było ich w okolicy pełno i często odwiedzały nawet pusty parapet. Ale niestety nie było widać znacznych ubytków w ptasich zapasach. Dosyć szybko zorientowałam się co może być przyczyną. Nie, wygląd domku nie bił w poczucie estetyki jego użytkowników, ale znalazły się dwie istoty bardzo zainteresowane przedstawieniem odgrywającym się w różanej budce i sadowiły się na wewnętrznym parapecie, skąd miały idealny punkt obserwacyjny. Trzeba było zrobić "sztuczny tłum" i porozstawiać doniczki z kwiatkami w taki sposób żeby nie dało się na parapecie wstawić nawet jednego pazurka. Chyba udało się to osiągnąć, na razie nie widać żadnych śladów świadczących, że jest inaczej. Ptaszki mam nadzieję powoli przyzwyczajają się, bo zauważyłam, że przylatują i się częstują.
A poniżej winowajcy trzymani przez męża, wycięci ze zdjęcia. Po prawej on, po lewej ona.


poniedziałek, 24 grudnia 2012

MIEĆ CZY BYĆ?

Często jest tak, że jak natknę się na jakiś temat, to później często go spotykam i mam wrażenie, że wszędzie jest obecny i wszyscy o nim mówią i piszą. Być może po pewnym czasie sama wyłapuję te konkretne, z natłoku docierających do mnie informacji i zwracam większą uwagę na to co dotyczy tej sprawy.

Ostatnio takim tematem jest WDZIĘCZNOŚĆ.
Najpierw w księgarni przypadkowo wzięłam do ręki książkę (nie jestem pewna, ale możliwe, że była to "Wdzięczność. Najtańszy bilet do szczęścia.") i przejrzawszy ją stwierdziłam, że jest ciekawa i autor ma rację. Uświadomiłam sobie, że gdzieś, coś już słyszałam na ten temat i to całkiem niedawno, ale nie mogłam sobie przypomnieć nic konkretnego. Innym razem przeglądając czasopisma znalazłam artykuł "Pożytki płynące z wdzięczności". Później już sama szukałam co na ten temat można znaleźć w sieci.

Wdzięczność jest sposobem na to, żeby docenić to co się ma, zamiast zawsze sięgać po coś nowego w nadziei, że to uczyni nas szczęśliwszymi. Wydaje nam się, że będziemy usatysfakcjonowani dopiero wtedy, gdy każda nasza fizyczna i materialna potrzeba zostanie zaspokojona, a w rzeczywistości ciągle po spełnieniu jednych, będziemy sobie stwarzać kolejne i nigdy nie będziemy zadowoleni.

"Szczęście jest jak motyl. Ścigaj je, a umknie ci. Usiądź spokojnie, a spłynie na twoje barki." -Anthony de Mello

Możemy stać się szczęśliwymi i zadowolonymi ze swojego życia, nie mając nic więcej niż do tej pory.  Chodzi o to, żeby umieć zauważyć i docenić dary każdego dnia.

"Pochwała oczyszcza.
Miłość żywi.
Wdzięczność wszystko pomnaża".

Robert Coon


Życie przepełnione wdzięcznością nie tylko umacnia relacje społeczne, ale poprawia samopoczucie, przynosi pozytywne stany emocjonalne i pomaga radzić sobie w trudnych chwilach.

Zwykle koncentrujemy się na tym, co przed nami, co mamy do zrobienia, do osiągnięcia i zdobycia. Wciąż nam czegoś brak. Mamy poczucie, że SZCZĘŚCIE osiągniemy, gdy owo "coś" uchwycimy, gdy doń dojdziemy. Tymczasem szczęśliwi możemy być już teraz, a wdzięczność jest narzędziem, które nam to ułatwia.

Doceń to co masz, zanim czas sprawi, że docenisz to co miałeś.

Ktoś powiedział: „Niewdzięcznik jest jak świnia jedząca żołędzie pod dębem, która nigdy nie patrzy w górę, by dowiedzieć się, skąd się te żołędzie biorą.”

To co mamy, uważamy za coś oczywistego i rzadko się nad tym zastanawiamy. Wydaje nam się, że mamy się gorzej niż inni, bo zwykle porównujemy się z tymi, którzy mają coś, czego my nie mamy. Czasami zdarzają się refleksje np. po obejrzeniu jakiegoś programu dokumentalnego, który uświadamia nam jakie mamy bogactwo mogąc widzieć, mając sprawne ręce i nogi, posiadając dom i mogąc w każdej chwili zaspokoić swój głód.


Ile w moim życiu mam małych cierpień, które wcale nie są cierpieniami? Jestem wściekły, bo uciekł mi tramwaj, bo muszę zostać w pracy pół godziny dłużej, bo czekam na posiłek w restauracji już cały kwadrans, koleżanka w pracy dostała premię większą niż ja... Zatruwam życie sobie i innym głupstwami. Małe prozaiczne wydarzenia przysłaniają mi świat wielkich cierpień i nieszczęść. Przestanę być samolubny, kiedy wreszcie będę potrafił go dostrzec.

Dlaczego...?
Dlaczego się złoszczę,
jeśli ucieknie mi tramwaj i muszę kawałek
przejść na piechotę?
Przecież wiem:
w niektórych krajach za garść ryżu
ludzie biegają cały dzień między dyszlami rikszy.

Dlaczego skarżę się na chwilowe niedomagania
i martwię się zmarszczkami, piegami ?
Przecież wiem:
tysiące ludzi cierpi na nieuleczalne choroby,
tysiące ludzi są prześladowane za wyznanie
lub kolor skóry
albo bez powodu, za nic.

Dlaczego mam ochotę kląć,
jeśli muszę czasem postać w kolejce,
poczekać, wyjść na deszcz.
A kiedy nie dostanę punktualnie jedzenia,
to zapominam, że miliony głodnych
nigdy nie zasiadają
do nakrytego stołu?

Jesteśmy śmieszni i zwariowani:
zatruwamy sobie i innym życie głupstwami,
a powinniśmy być zadowoleni i wdzięczni,
każdego dnia na nowo
ze wszystkich dobrych rzeczy, na jakie nie zasłużyliśmy.
Jesteśmy chorzy, mamy gorączkę.
Nowa gorączka to chorobliwe samolubstwo.

Nie zapomnij o radości

Phil Bosmans



A WIĘC: MIEĆ CZY BYĆ?

MIEĆ za co BYĆ wdzięcznym




„Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was” (1 Tes 5,18).





Ciekawe linki na powyższy temat.
http://dobrytata.waw.pl/wdziecznosc.html
http://www.medicoland.pl/czywiesz/61-Potezna-moc-wdziecznosci.html
http://www.charaktery.eu/artykuly/Psychologia-dla-Ciebie/1223/Moc-wdzi%C4%99czno%C5%9Bci/
http://www.foley.com.pl/ksiazki/zakochaj-si-w-zyciu/111-moc-wdzicznoci.html
http://corporate-wellness.pl/2011/02/wdziecznosc-droga-do-szczescia/